Mroczna Puszcz

Mroczna Puszcz

Etykiety

czwartek, 26 czerwca 2014

Rozdział VI

Rana zadana Thranduilowi całkowicie się zagoiła. Od tamtej pory nie zobaczył już swojej uzdrowicielki. Siedział tylko na swym tronie i rozmyślał nad tym wszystkim. Dalej zagadką pozostawały jej słowa; ''Nie każdy jest potworem''.  Ten zimny dotyk, te ciepłe słowa. Te turkusowe oczy.... Postanowił ją odwiedzić w Domu Uzdrowiciela. Kiedy tam był jego oczy ujrzały najokropniejszy widok jaki mogły kiedykolwiek ujrzeć. Kilku elfich uzdrowicieli stali nad jednym elfickim dzieciątkiem. Może miało z sześć, siedem lat. Stała tam też Tamiel. Starała się mówić do dziecka by to nie zasnęło i za dwóch opatrywała jego rany. Thranduil stał i stał nie mógł oderwać od tego widoku oczy. Nagle poczuł,że to dziecko teraz tam umiera z jego winy. Po chwili Tamiel wybiegła z płaczem. Król pobiegł za nią.

-Tamiel ?-spytał nieśmiale.
-Oh, to ty.- odparła ledwie ocierając łzy z oczu.
-Co tam się stało?- spytał z przerażeniem
-Skutki wojny.-powiedziała jeszcze bardziej zalewając się łzami.- Jej ojciec był strażnikiem Mrocznej Puszczy. Miała tylko jego. Bardzo go kochała, bała się,że go straci, więc pojechała z nim do Dale. Mieli zgłosić się po odbiór wina dla Ciebie. W drodze powrotnej napadły ich orki. Jej ojciec oddał za nią życie by tylko tutaj dotarła. Kiedy tu przybyła powiedziała tylko żeby Cię ostrzec gdyż orki mają zamiar napaść na zachód kraju. Padła. Przez kilka godzin próbowaliśmy ją ratować nie udało się. Odeszła,ale na tamtym świecie będzie z ojcem już na zawsze.
-Nie twoja wina, tylko moja.- Elf mocno ją przytulił, jakby chciał ją obronić przed całym złem tego świata.

Coś w nim pękło. Jego ojciec też zginął w walce z orkami. Najgorsze uczucie jednak dotarło do niego wraz ze śmiercią dziewczynki. Zachciało mu się wina i ktoś musiał mu je przynieść. A te biedne dziecko ? Musiało patrzeć na śmierć własnego ojca i jeszcze umarło. To wszytko jego wina. Przez niego turkusowe oczy przyjęły szkarłatny odcień i wylało może łez. Jednak przyszła pora by Trzmiel wyzwolił się z uścisku zdradzieckiego liścia.

-Wybacz muszę wracać.- Jej oczy jakoby już nabrały koloru.

Został sam. Słychać było tylko wiejący wiatr.

_________________________________________________________________

Więc jest rozdział dla was :* Wybaczcie długą nieobecność,ale jestem chora :( Wybaczcie tez,że ten rozdział jest taaak drastyczny, ale nie miałam pomysłu. Wena ostatnio nie dopisuje, ale już coś tam świta :) Dziękuje za wszystkie komentarze i zapraszam czytelników :)

niedziela, 22 czerwca 2014

Rozdział V

Jego stan z dnia na dzień się polepszał. Rana bardzo szybko się goi. Thranduil również z dnia na dzień bardziej był zauroczony cudowną uzdrowicielką. Miała coś w sobie co mu bardzo przypominało jego matkę, która zostawiła jego oraz jego ojca. Nie wiadomo jednak czy do końca ich porzuciła, czy może raczej została do tego zmuszona. W dzieciństwie młody książę zastanawiał się też czy aby nie została porwana. Jego ojciec bardzo przeżywał jej stratę, jednak nie zamknął się w sobie i dumnie władał krajem.

-Już ci lepiej, co ?- zapytała ze śmiechem elfka.
-Będzie jeśli poznam imię mojego uzdrowiciela.-odparł również ze śmiechem elf.
-Tamiel.-powiedziała.
-Tamiel, ładę imię.- powiedział.
-Oznacza Trzmiel.- wybuchła śmiechem po raz kolejny.
-Moje znasz.-odparł wpatrzony w turkusowe wręcz oczy Tamiel.
-Ale wiesz Trzmiel to nie piękniejsze imię niż...-przerwała w połowie.
-Niż Król leśnego królestwa ?
-Jesteś już królem ?- spytała zdziwiona.
-Mój ojciec zginął w wojnie przeciw temu potworowi.-odparł z gniewem.
-Nie każdy jest potworem. Czasami po prostu tak się tylko wygląda.-oznajmiła smutnym głosem.- Potworem jest ten kto zabija, a każdy z nas zabija, więc potworem jest każdy.
-A ci którzy tylko tak wyglądają są pochopnie osądzani.-dokończył.
-Właśnie.Wybacz muszę cię opuścić.-powiedziała Tamiel.- Jutro będziesz mógł już wrócić do pałacu. Rana się zagoiła tylko blizna zostanie.
-Blizny zawsze zostają.-odpowiedział jej na pożegnanie.

Długo się zastanawiał nad słowami Tamiel. Co miała na myśli mówiąc,że każdy jest potworem. Przecież każdy wie,że Sauron jest potworem. Zabił tyle istot, zniszczył tyle miast. Nie zasługuje na miano nawet potwora. Wszystkie monstra z jakimi przyszło Thranduilowi walczyć są łagodnymi zwierzętami w porównaniu do niego oraz jego czynów. Postanowił,że kiedy wyzdrowieje spróbuje bliżej poznać Tamiel i dowiedzieć się co miała  na myśli.

______________________________________________________________
Więc proszę o to rozdział :) Dziękuje za wszystkie komentarze :* oraz zapraszam wszystkich odwiedzających do czytania oraz komentowania :) Dziękuje raz jeszcze bardzo :)

sobota, 21 czerwca 2014

Rozdział IV

Obudził się w tym samym miejscu co wczoraj, a może tydzień przed ? Wszystko mu się mieszało. Ile dni już minęło ? Co ranek budziła go ta sama pieśń tej samej dziewczyny. Jego stan polepszał się, ale nie aż tak aby mógł wstać. Jednak postanowił się podnieść. Powoli opierał się na łokciach póki znów nie poczuł zimnych dłoni.

-Leż i nie wstawaj.- rzekła skupiona na ranie elfka.
-Mogę chociaż się spytać gdzie jestem ?- odparł po cichu Thranduil 
-W Domu Uzdrowiciela, wielu z was podczas bitwy poniosło obrażenia.- oznajmiła dziewczyna wciąż zmieniająca opatrunek.

Wtedy ujrzał na jej rękach bandaże. Spojrzał na nie ze zdumieniem. Ona tez walczyła ? Przecież by wiedział. 

-Kiedy pierwszy raz się obudziłeś  wpadłeś w szał i cóż byłam najbliżej.- odpowiedziała na jego wzrok.
-Wybacz.

Thranduil był znany z ignorancji i po części z arogancki nie za bardzo lubił przepraszać. Miał wrodzoną niechęć do innych ras. Najbardziej do Krasnoludów. Jednak by nie zepsuć dobrych relacji z Ereborem i nie stracić darowanych stamtąd pięknych dzieł krasnoludzkich nie pokazywał jak bardzo nimi gardzi. Elfka po chwili odeszła. Minęło kilka minut kiedy wróciła z miską gorącej zupy. 

-Jeśli jeszcze czegoś będziesz potrzebował to powiedz, Panie.- ukłoniła się jakby złośliwe i podeszła do innego elfa.

Zasnął. Kiedy ponownie się zbudził  dziewczyna znowu nad nim stała. Tym razem jednak nie śpiewała, milczała jakby Thranduil miał umierać. 

-Cóż paskudna ta rana, ale blizna i tak bardziej będzie rzucać się w oczy.-oznajmiła melodyjnym i lekko ironicznym głosem.

Chciał jej coś powiedzieć tylko nie wiedział co. Coś jednak go do tego zmuszało.

-Co za pieśń śpiewałaś ?-spytał się nieśmiało.
-A przeszkadzała ci ?- odpowiedziała.
-Ależ skąd, tylko ciekawi mnie skąd ją znasz.- odparł.
-Sama ją wymyśliłam jeszcze zanim...-urwała w połowie.-wybacz muszę pomóc innym.
___________________________________________________________________

Więc wszystko wam się podoba i bardzo się z tego cieszę :) Zapraszam do komentowania bo bardzo zależy mi na waszej opinii  i ciesze się,że bloga został przyjęty pozytywnie i bardzo wam za to dziękuje :* , postaram się otworzyć erę długich rozdziałów i pozdrawiam :*

piątek, 20 czerwca 2014

Rozdział III

Powrót do przeszłości....

-Panie za dużo ich!- zawołał jeden z elfickich strażników.
-Utrzymać szyk !- odparł młody, złotowłosy elf.

Orki najechały na południową granice Leśnego Królestwa. Ostatnio coraz częściej się to zdarzało. Wówczas Leśnym Królestwem władał Thranduil- syn Orophera, który poległ podczas wojny. Bitwa trwała dobre parę godzin i dłużyła się w nieskończoność. Orki rzecz jasna przegrywały, ale elfy również ponosiły ogromne straty.

-Te ścierwa nie mogą...-nie dokończył gdyż coś mocno uderzyło go w głowę.

Jedynie co Thranduil zauważył to to jak jakiś orki podnosi ostrze i szybkim ruchem zadaje mu cios na piersi. Upadł na ziemię...



Mellon Adan
Dîn Morn
Thalion Aran
Ithil Anor
Lu Gwanna
Benn Bess
   Hen

Thranduil obudził się w miękkim łóżku i przy cichej aczkolwiek melodyjnej pieśni. Na skórze poczuł czyjeś ręce. Po chwili otworzył oczy. Ujrzał stojącą nad nim elfkę, z białymi wręcz włosami długimi do pasa. Widocznie zmieniała opatrunek rany na piersi. Był jednak zbyt słaby aby cokolwiek powiedzieć. Dłonie miała zimne jak lód. Tylko głos wydawał się być ciepły i przyjemny. Ponownie zasnął.

__________________________________________________________________

Tak więc dla objaśnienia :) Więc teraz pisze o Thranduilu, czyli jak według mnie poznał matkę Legolasa. Wybaczcie nagły przeskok, ale korciło mnie żeby to napisać :) Więc mam do was kilka spraw. Odnośnie bloga.... Bo on jest dla was i ma się wam podobać. Czy podoba wam się muzyka? Dodać jakąś czy jakąś wywalić ? Wygląd. Podoba wam się czy nie ? Pisaliście,że tak, ale każdy ma inny gust. I ogólnie czy coś byście zmienili ? :***

czwartek, 19 czerwca 2014

Rozdział II

Legolas długo się zastanawiał czy aby na pewno przywieść elfkę do Leśnego Królestwa. Zdążył w mniejszym stopniu opatrzyć rany, choć nie było to łatwe. Orki zadały jej poważne rany. Po chwili namysłu postanowił zabrać ją do domu. Jechał bardzo długą drogą. Można było pomyśleć,że droga dłuży się przez wieczność. Elfka od czasu do czasu mamrotała coś pod nosem, jednak Legolas nie był wstanie zrozumieć co. Jechał tak wpatrzony w blondwłosą postać. Była prawie bez życia. Jedyne co by świadczyło,że żyje to dziwne słowa wypowiedziane z jej suchych i spękanych warg oraz wole i ciche bicie serca. Nagle wybudził się z transu i uświadomił,że zabłądził. To nie była droga do Leśnego Królestwa, nawet nie do Mrocznej Puszczy. Szukał drogi powrotnej, jednak bez skutku. Wtedy spostrzegł małą chatkę na uboczu. Nie mając wyjścia postanowił,że wraz z nieznajomą spędzić tam noc. Kiedy upewnił się,że jest bezpiecznie delikatnie położył elfkę do łóżka. Napoił konia i postanowił poczekać, aż  nastanie świt.

-Kim ty jesteś i co tutaj robisz?- rzekł elf po cichu nieprzytomnej elfce na dobranoc.

,,Wszędzie mgła. Toczy się bitwa. Orki, Elfy, Krasnoludy, Ludzie oraz Wargi zażarcie ze sobą walczą. Wszędzie leżą ciała. Ogień się rozprzestrzenia. Elf biegnę, choć opada z sił i nagle widzi ją. Wysoką, brązowowłosą elfkę. Stoi w białej sukni. Wyciąga rękę i krzyczy, jednak ten nie jest wstanie nic zrozumieć. Stoją jeszcze tak razem, na przeciwko siebie. Ta ponownie zaś krzyczy. Co raz głośniej. UCIEKAJ !!! tyle do niego dochodzi gdy nagle za nią pojawia się wielki ork i przeszywa ją swym ostrzem. Legolas uciekaj- to jej ostatnie słowa''

-Nie!- elf budzi tak gwałtownie,że spada z krzesła, na którym niefortunnie zasnął.

Postanowił,że sprawdzi czy z elfką wszystko w porządku. Wciąż zastanawiało go kim jest ta brązowowłosa elfka, którą przeszył ork. Na początku pomyślał,że to Tauriel, przyjaciółka i Strażniczka Mrocznej Puszczy, ale ona nigdy nie spina włosów i  nigdy nie ubiera sukien. Kiedy otworzył drzwi ujrzał blondwłosą postać wpatrującą się w niebo.

-Więc już ci lepiej?- spytał cichym głosem.
-Co ?!-przeraziła się nagle-Co robisz w moim domu ?!
-A więc to twój dom.-oznajmił z uśmiechem.
-Czego chcesz?- spytała surowo
-Orki cię porwały, a ja cię uratowałem i opatrzyłem ci rany.- odparł

Elfka na chwile zamilkła. Odwróciła się powoli. Spojrzała na bandaże.

-Dziękuje.- rzekła cicho.
-Pomóc ci to był mój obowiązek.-odrzekł Legolas- Jak ci na imię?
-Mi ?- elfka zdziwiła się.- Jestem... jestem nikim.-odwróciła się ponownie. Widocznie miała ochotę uronić łzę.
-Me imię brzmi Legolas, jestem synem Thranduila i księciem Mrocznej Puszczy, nigdy nie słyszałem o elfce o imieniu Nikt.

Elfka zasłabła. Legolas w ostatniej chwili ją złapał by nie upadła na podłogę.
__________________________________________________________________

Bardzo dziękuje za komentarze bo na prawdę bałam się zakładając tego bloga,że nie będą to pozytywne komentarze, a tu taka niespodzianka. Rozdział wstawiam jeszcze dziś bo mnie o to prosiliście :* Mam do was prośbę. Wpadnijcie na bloga koleżanki mojej koleżanki, gdyż to dzięki niej założyłam tego bloga i bardzo mi pomogła.Zapraszam, gdyż zaczyna go od nowa i warto tam wpadnąć i poczytać ;) I zapraszam do komentowania :)
http://zyciemrocznejpuszczy.blogspot.com/


Rozdział I

Słońce wstawało nad widnokręgiem. Leśne Królestwo budziło się po nie przespanej nocy. Otóż wczorajszego dnia na wchodzie kraju miała miejsce potworna walka. Orki napadły na patrol elfów leśnych, które miały za zadanie odeprzeć ich atak. Orki poniosły klęskę, lecz elfy tez ucierpiały. Między innymi Książę Legolas, który starał się obronić jednego z elfów. Na szczęście rana nie była poważna i książę wrócił do zdrowia. Miał zamiar ruszyć do Rivendell i odwiedzić Elronda oraz jego córkę Arwenę. Z Arweną byli wręcz rodzeństwem. Zawsze mieli wspólne tematy do rozmów. Elrond również lubił Legolasa. Kiedy ci byli jeszcze mali Thranduil wraz z Elrondem wpadli na pomysł by w przyszłości złączyć ich ze sobą, jednak małżeństwo z przymusem nie jest dobre dla ich dzieci. Tak więc Legolas i Arwena zostali przyjaciółmi. Jednak było coś co Legolas swej przyjaciółce zazdrościł. Miłość jaką darzył ją Elrond. Co prawda miał ojca, jednak Thranduil nie traktował go jak syna. Miał do niego dystans. Nic nie wspominał o jego matce, gdyż widać po nim było,że wiąże się z tym bolesne wspomnienie. Kiedy tak o tym rozmyślał jego uwagę przykuło coś dziwnego. Towarzyszyło temu głośne krzyki. Spostrzegł grupę orków wymachujących bronią.  Jego koń zwariował. Szybko wyciągnął łuk i zaczął ostrzał grupy. Kiedyś ojciec mówił mu,że przez orki jego matka.... nigdy nie dokańczał zdanie. Legolas ich nienawidził do tego stopnia,że zabijał każdego jakiego spotkał lub ujrzał. Zdziwił się kiedy orki odeszły po pierwszej strzale. Miał się wrócić kiedy ujrzał ją. Była nieprzytomna, leżała jakby zasnęła na wieki. Była poturbowana i poraniona. Legolas  spostrzegł,że to elfka. Musiał przełożyć wyjazd do Rivendell by wrócić i  pomóc jej.

_________________________________________________________________

Witam :) To mój pierwszy blog o tematyce Władcy Pierścieni i pierwszy ogółem. Zapraszam do komentowania gdyż wiele to dla mnie znaczy :) Ten blog stworzyłam by podzielić się z wami moją historią. Mam nadzieje,że wam się spodoba i będziecie tutaj częściej wpadać. Pozdrawiam i dziękuje za wszystkie komentarze. Nowy rozdział pojawi się za niedługo ;)